Licznik gości
235192

Menu

Mistrz - uczeń

Inne

POEZJA - Irena Kaczmarczyk

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Językoznawca, bibliotekoznawca, animator kultury. W 2008 roku została laureatką Konkursu w dziedzinie kultury w kategorii OSOBOWOŚĆ ROKU 2007 - TWÓRCA.
Publikacje w licznych almanachach, antologiach i czasopismach krakowskich i ogólnopolskich. Członkini Formacji Artystycznej SZESNAŚCIE , Stowarzyszenia Artystyczno-Literackiego i Związku Literatów Polskich. Mieszka i pracuje w Krakowie (XXIX LO im.K.Kieślowskiego).

email irenakaczmarczyk@wp.pl

Zobacz film: Fragment koncertu w Krakowie z piosenką do słów Pani Kaczmarczyk

Autorka tomów wierszy:
"Srebrne niepokoje" ( 2000)
"Malinowe przystanki" ( 2004)
"W witrażu pajęczyny" ( 2005)
"Lubię z Tobą zapalać latarnie" ( 2006)
"Wzejdą wiosną" (wybór wierszy w serii Kroniki Poetyckie nr 4) 2008

Lubię Kraków

Lubię z Tobą zapalać latarnie
Kiedy Kraków gołębie usypia
Zmierzch ma zapach zielonej herbaty
Gdy mnie szeptem jesiennym dotykasz

Kanonicza ponętnie się wije
Wawel oczy z zachwytu przymruża
Twoje ramię całuje się z moim
Gdy jesiennie się do mnie przytulasz

Gwiazdy jadą dorożką do Rynku
Skry się sypią spod kopyt nocy
Przytuleni jak księżyc do nieba
Zaglądamy latarniom w oczy


Wiosna
w Rynku
poeci wyszli
z zimowych notesów
Piotr na spektakl dzwoni

ktoś frunie nad Gołębią
ktoś szuka tamtej dłoni


x x x

na listku życia
mieszkam

drżę na myśl
o pierwszych
przymrozkach


Spowiedź u Franciszkanów

1 tryptyk
w powadze witraży
spowiadam się tobie
ciszo kościelna

grzechy lekkie
jak smuga światła
drżą w konfesjonale
dłoni

niczym barwne motyle
fruwają w mroku
bratków Wyspiańskiego

moja wina
moje motyle
Twoje światło


2

gotycki habit ciszy
wypełnia kościół
od posadzki
po zwieńczenie "Stań się!"

grube mury sukna
nie przepuszczają
żadnego pokuszenia

3

wychodzę z ciszy
w mrok witraży

na rękach światło
bratków niosę


Po burzy

znów słowa trzymają się
za ręce

znów ręce idą razem
na spacer


Tak jakoś

tak się jakoś zrobiło chłodno
w skrzynce na listy tylko
wyciągi z banków reklamówki
i coraz ich więcej
skrzynka nowiutka nie pamięta
szarych kopert nie trzeszczy w szwach
od listów z okazji z powodu

tak się jakoś zrobiło chłodno
tak się jakoś zrobiło z a c h o d n i o




x x x

bez interpunkcji
i diakrytycznych znaków
przesyłają sygnały
z jednej półkuli na drugą
z ulicy bliskiej na bliską
stworzyli szklany słownik
w którym brakuje wyrazów

bliskoludzkich

Twarze

wszędzie zostawiam
swoje twarze
w szybach tramwaju
w lustrach kałuż
choć wiem że
czas ich nie zapisze
jedynie Twoje oczy
dopóki wiatr
nie zdmuchnie ich
ze sceny


Sprecyzuj
Synowi-Pawłowi
sprecyzowałabym tylko ta mgła uparcie
wciska się w temat zaciera
kontur słów (nawiasem mówiąc
dodaje im uroku)zawsze lubiłam
niedookreślenia mówili do mnie
sprecyzuj myśl tylko ja nie lubiłam
nigdy precyzować bo
co sprecyzowane to zbyt oczywiste
jak moja twarz na zdjęciu do
dowodu tożsamości








Medytacje

spacerują przystają
przysiadają na ławkach

marszczą niebo
od trudnych pytań

Tyniec, maj 2008

Wiosenne skrzydła

za moim oknem w Krakowie
zasypiają jednorodzinne domkim
mruczą silniki samolotów
rysując na niebie mapę podróży

wsparta o poręcz balkonu
nie wiem gdzie pofrunąć

na wschód na zachód

a może w gąszcz forsycji
gdzie cichnie oddech miasta

dzień zwija się w pąki



W siedemdziesiątym piątym

Lato z krakowskiego Rynku. Wieża Babel.
Twarz miasta w remoncie.

Ktoś w obiektywie zamyka czyjś pobyt.
Ogródki rozgadane do ostatniego goodnight.

Na Linii A-B on i ona tak sobie wzajemni
Jak ja i ty w siedemdziesiątym piątym.


Lubię tu wracać

jesienny Kraków
smakuje jak szarlotka u Michalika
lubię te cynamonowe chwile
gdy kruszy się lato
słońce szuka ciepła w zaułkach
mojej peleryny
a cały Rynek pachnie kwiatami
krótkiego dnia



W kolejce po diagnozę

bo czy ja jestem
inna aby mnie
nie dotknęło to
co dotyka innych
usłyszeć to czego
inni też nie chcą
usłyszeć
co zamienia
w słup lęku i
zabija duszę
choć ta jest przecież
nieśmiertelna


Jesienne refleksje

1
x x x

wrześniowo
październikowo
listopadowo

coraz bardziej
pochyla się
mój płaszcz

2

x x x

czuję jak jesień
wchodzi mi
na plecy

próbuję się odgiąć
ale zasypują mnie

liście



Czyjeś dziecko

Wybiegł ze świtu.
Prosto w deszcz.
Jego krzyk
między blokami:
"Ojcze nasz, któryś jest w niebie
święć się imię Twoje
Ojcze nasz, któryś jest w niebie
święć się imię Twoje
Ojcze nasz..."
zbudził psy, moje okno.
Z ósmego piętra zobaczyłam
młodego człowieka.
Nagim krokiem
w slipach
o piątej nad ranem
28 sierpnia wbiegł

Na moje urodziny

dni z wiatrem
i pod wiatr

dotyk czasu

który wabi
i niszczy





Marzec

nadciąga zieleń

w ogródku raz po raz słychać
złoty krzyk ziemi

rodzą się żonkile



W deszczu

jedźmy - mówisz
i bawisz się smutną firanką

dobrze-lecz gdzie nam tak będzie
smakować chleb
z niebem i macierzanką?



Lato w macierzankach
piosenka

Lato znów kipi w macierzankach
Unosząc woń skoszonej trawy
Mienią się w słońcu nasze oczy
Pełne pogody i pejzaży

Zielone łąki w Twym spojrzeniu
I skowronkowy rąk niepokój
Jakbyś chciał zerwać chaber nieba
Rozmącić błękit w szklance soku

Cudownie milczysz i wiatr tylko
Porusza chmurką parasola
Cykady świerszczy nas uwodzą
I zapach siana w sierpnia stogach

Niezwykła przyjaźń

na Jamajce
zaprzyjaźniłam się z mimozą

ta sama wrażliwość
ta sama obawa przed dotykiem
nieznanego

obydwie lubimy żyć w cieniu
płożymy się przyziemnie

z dołu lepiej widać
świat od podszewki

Negril 2007




Obrazki z Negril

w słońcu

all inclusive

w cieniu

bezzębna ulica
żuje miałki
czas

Jamajka, 22 IX 2007




Nocny lot nad Atlantykiem

twarzą w twarz
z niebem

twarzą w twarz
z Wielką Niedźwiedzicą

mruczy na skrzydle airbusa
i tak pięknie pozuje mi do
wiersza

Montego Bay- Dusseldorf 2007



Kartka z Londynu

nic tak naprawdę (oprócz kilku obrazów)
nie urzekło mnie w tym mieście
Hayd Park to zwykłe błonia
ulicą rządzą śmieci
ludzie jak egzotyczny wiatr

może to zimny styczeń może potrzeba
przestrzeni czystego nieba nie zranionego
szkłem wieżowców

bo niebo stworzone jest dla gwiazd
i dla poetów

Londyn, styczeń 20007


W pustelni brata Alberta

o tej porze
Tatry się modlą

mijam klęczący śnieg
i otwieram drzwi chatki
za którymi cisza
"dobra jak chleb"

Zakopane - Wielkanoc 2005


Złota Uliczka

mini domki
przypięte do muru

przystajesz

słyszysz
jak samotne
pióro Kafki
oswaja
lęki

Praga, listopad 2007



Synowi Piotrkowi

tryptyk
1
dwa na trzy
zostawione na rok

na biurku
kopia dyplomu
ciekawe CV

tablica korkowa
pusta

stoję przed nią
z bezradnymi rękami
które nie potrafią
udźwignąć
ciszy

2

przecież wiedziałam
że wyjedzie
od roku gromadził
dokumenty
uprawnienia

tylko te buty
w przedpokoju

których
bagaż nie pomieścił

wyglądają jakby
biegły do Biedronki
po coca colę

3

rozmawiałam ze sobą aż Planty
weszły mi pod nogi i słońce
wyszło przez Floriańską Bramę

coś się we mnie kończyło
coś puszczało kiełki

wracaj -wołał pusty pokój syna
którego Londyn wozi niebezpiecznym
metrem

Kraków , 2007


herb malopolska

logo malopolska

MCDN

MCDN

Copyright 2007 Andrzej Roszak